W sobotę rano Trufel był wyjątkowo niemożliwy. Wył, łaził, dyszał - ogólnie wysyłał komunikat: wstań i mnie wyprowadź. Jako że zaspana wstałam i na zewnątrz przy 3 st. C się obudziłam, zdecydowałam, że pójdę na spinning. Miało być lajtowo, na spalanie. Były interwały. Cieszyłam się jednak, że nie dałam się lenistwu. Ogólnie weekend był wariacki, prawie cały spędziłam na "Wanodze", oglądając filmy i zdjęcia z przeróżnych podróży :-)
W niedzielę nie ćwiczyłam. A zatem w poniedziałek czas na trening - biegowy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz