czwartek, 26 września 2013

Dzień 2.

Ok, no to poszłam. Najpierw do lidla po strój, bo spodnie do biegania niby mam, ale trochę za cienkie, poza tym nic tak nie motywuje kobiety jak nowe ciuchy. Stwierdziłam - przymierzę. A jak już przymierzyłam, to leń niećwiczenia okazał się mniejszy i poszłam pobiegać. Trochę się obawiałam spojrzeń stąd i zowąd, lecz wybrałam porę ciemną, mocno popołudniową rzekłabym wręcz - wieczorną. Hurra! Biegnę przed siebie nie myślę za wiele, chyba że o oddechu, a i oto dziś chodziło. Nie myśleć. W każdym razie zrobiłam sobie trzy przystanki marszowe i jeden na koniec na wyciszenie. Biegania w tym było może nie za wiele, ale od czegoś trzeba zacząć. Zadanie na dziś wykonane :-)

A oto mój strój do biegania - co prawda za ciepło było w czapce i rękawiczkach - ale jako początkujący biegacz pewnie jeszcze niejedno takie faux pas popełnię.

Kontynuując mój wywód, zastanawiam się, jak przebiegnę te 10 km. Póki co wydaje się nieosiągalne. A ktoś, kto przebiega maraton? Po prostu wow.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz