Ok, no to poszłam. Najpierw do lidla po strój, bo spodnie do biegania niby mam, ale trochę za cienkie, poza tym nic tak nie motywuje kobiety jak nowe ciuchy. Stwierdziłam - przymierzę. A jak już przymierzyłam, to leń niećwiczenia okazał się mniejszy i poszłam pobiegać. Trochę się obawiałam spojrzeń stąd i zowąd, lecz wybrałam porę ciemną, mocno popołudniową rzekłabym wręcz - wieczorną. Hurra! Biegnę przed siebie nie myślę za wiele, chyba że o oddechu, a i oto dziś chodziło. Nie myśleć. W każdym razie zrobiłam sobie trzy przystanki marszowe i jeden na koniec na wyciszenie. Biegania w tym było może nie za wiele, ale od czegoś trzeba zacząć. Zadanie na dziś wykonane :-)
A oto mój strój do biegania - co prawda za ciepło było w czapce i rękawiczkach - ale jako początkujący biegacz pewnie jeszcze niejedno takie faux pas popełnię.
Kontynuując mój wywód, zastanawiam się, jak przebiegnę te 10 km. Póki co wydaje się nieosiągalne. A ktoś, kto przebiega maraton? Po prostu wow.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz